Wyprawa na Kasprowy Wierch

Dzisiaj chciałem wam opisać jak wybraliśmy się o 3 nad ranem na Kasprowy Wierch, aby zobaczyć wschód słońca. Zapraszam na relację i obejrzenie zdjęć.
Poniedziałek

Pobudka 2:00

Przyjemny sen trzeba było przerwać. To nic, że tańczyliśmy do północy. Liczył się dla nas tylko spontaniczny wypad na wschód słońca. Po ciemku. Wschód który mieliśmy obejrzeć z Kasprowego Wierchu. Wg. prognoz 5:15. Sprawdziwszy mapę dzień wcześniej ułożyliśmy sobie plan:

Impreza do północy (salsa-bachata), potem pakowanie (bo trzeba się wymeldować), zamiana śniadania na prysznic, łóżka i przechowalnię bagaży trasa wg. mapy 2 godziny 15 minut. Hmmm. od 3:00 to na styk więc powinniśmy wyjść jakoś tak przed żeby wybrać dobre miejsce na ujęcie.

Wszystko zaplanowane. Jedziemy do Dworca Tatrzańskiego. Tańczymy. Zamawiamy taksówkę na odpowiednią godzinę by nas zabrała do Kuźnic (po co tracić czas i siły na asfalt w środku nocy). Wracamy na nocleg. Szybkie pakowanko, prysznic i jeszcze szybszy sen. 50 minut później pobudka.

2:30 Odkładamy spakowane plecaki w umówione miejsce i zbieramy się do samochodów. Jedziemy na parking skąd zabiera nas taksiarz (kasując symboliczne 2,5 zł od głowy za ten nudny odcinek przed 3 w nocy.

Wysiadamy i pełni energii wyruszamy w trasę. Pierwsze spojrzenie na drogowskaz szlaku i …

rozczarowanie, zdziwienie, lekka irytacja, pewnie każdy myślał co innego…

na tabliczce z zielonym szklakiem z Kuźnic na Kasprowy widnieje czas,
jest przed 3 w nocy, wschód zaraz po godzinie 5 a tam dużymi literami napisane: czas przejścia 3 godziny … TRZY CAŁE GODZINY (i to jeszcze pewnie w dzień kiedy nie musisz uważać na każdy kamyczek który nie jest oświetlony)…

Szybka decyzja: idziemy… już trochę z mniejszym uśmiechem ale nie z mniejszym zapałem

Chwila na włączenie czołówki, poprawienie ubioru i grupki się rozłączają.

Zostajemy w tej drugiej. Z tyłu. Pomijam co się działo podczas całego nocnego podejścia na szczyt gdzie znajduje się stacja. W każdym razie ciemno, przed, za i obok nas… ciemno. Czasem słychać jakieś dźwięki., szumi las, “grzmoci” Mickie… znaczy strumień, który towarzyszy nam przez pierwsze kilka kilometrów. Idziemy tylko we dwoje. w 7,09 minut pokonujemy pierwszy km, potem przez kilka kolejnych czas również waha się w granicach 7 – 8 minut na km. Prawie biegniemy pod górkę. Jest ciemno …

Nie widać grupy 4 osób od których się odłączyliśmy z perspektywy czasu to dzięki Nim mogliśmy wydeptać tak dobry czas.

Jak się idzie przez ciemny las to różne myśli przychodzą do głowy
Najprzyjemniejszy moment który ja zapamiętałem to oświetlona stacja kolejki w połowie trasy na wysokości około 6,3 km drogi przez ciemności.

Zaraz potem wychodzimy z lasu i idziemy już w otoczeniu kosodrzewiny i głazów. Robi się coraz widniej. Sprawdzamy czas coraz częściej. Zdążymy czy nie …

….

Na szczycie stanęliśmy 5:13. 2 minuty przed czasem Pokonując trasę o kilkadziesiąt minut szybciej i to nocą Kilka pamiątkowych fotek i w międzyczasie dołącza do nas reszta grupy,  którzy pokazali że chcieć to móc.

Szybkie…. hmmm spokojne śniadanko, uczczenie szczytu lampką (gwint) wina  otwartego z pomocą kolejki linowej znowu pamiątkowe zdjęcia z górami, kołami od kolejki, śniadaniem, winkiem, góralem … i szczęśliwi wracamy do domu dwiema drogami (większa grupka w dół do Kuźnic, a my z podróżniczką przez Halę Gąsienicową i Dolinę Jaworzynki by jeszcze przez chwilę skorzystać z tego miejsca jakim są Tatry).

Oto galeria:

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *